Sułtan z Badrulbudurą wrócił do pałacu. Nikt ich nie widział, gdyż ranek był tak wczesny, że ludność jeszcze spała.
Karmin dzień cały przepłakał, że mu się nie udało poślubić pięknej księżniczki.
*
Czas nie stoi i nie zwleka. Czas upływa i ucieka.
Minął trzeci umówiony miesiąc i nadszedł poniedziałek, dzień Dywanu.
Rzekł tedy Aladyn do Marudy:
— Matko moja, matko! Minął trzeci umówiony miesiąc. Dziś właśnie sułtan przyobiecał ci dać odpowiedź ostateczną i naznaczyć dzień mego ślubu z księżniczką. Idź do pałacu i przypomnij sułtanowi jego obietnicę.
— Chętnie pójdę do pałacu — odpowiedziała Maruda. — Już opuściłam tyle poniedziałków, że aż mi nudno i markotno na duszy. Zdaje mi się, że żaden Dywan beze mnie odbyć się należycie nie może.
Poszła Maruda do pałacu.
Tym razem nie wzruszała ramionami, jeno stanęła pod ścianą i czekała cierpliwie, aż cały tłum salę opuści. Wówczas sama co tchu podbiegła do tronu, upadła przed sułtanem twarzą na ziemię i z całych sił wrzasnęła: