„Cóż to za psy-przybłędy włóczą się po Górze-Cmentarnicy? — pomyślał Perwic. — Zdawało mi się, że na tej górze kryją się nie psy, lecz smoki, które miauczą po kociemu, zgrzytają zębami, szumią skrzydłami i spadają niespodzianie na kark przechodniom, aby z nich wyssać krew całą”.
Ledwo to pomyślał — a nagle coś w pobliżu zamiauczało po kociemu, zazgrzytało zębami i zaszumiało skrzydłami tuż nad jego karkiem. Wszakże Perwic nie obejrzał się za siebie i szedł śmiało dalej.
— Nie boję się smoków! — powiedział głośno. — Gdybym miał przy sobie strzelbę, chętnie bym takiego smoka upolował!
Ledwo słowo: strzelba — wymówił, a usłyszał za sobą Głos i Odgłos.
— Czy masz strzelbę przy sobie? — mówił Głos.
— Mam! — odpowiedział Odgłos.
— Nabij ją, a dobrze! — mówił Głos.
— Już nabiłem — odpowiedział Odgłos.
— Czy widzisz tego śmiałka, co kroczy dumnie po Górze-Cmentarnicy? — mówił Głos.
— Widzę — odpowiedział Odgłos.