— Koźle uparty — rzekł porozumiewawczo, z naciskiem wyrazy sylabizując.

— Czego chcesz? — spytał Gryz.

— A więc ty wiesz, że ci kozioł uparty na imię? — zawołał z tryumfem Kiepas, jakby Gryza na gorącym uczynku przyłapał.

— Wiem i nie zapieram się tego — odparł wyraźnie Gryz. — Nigdy nie wiadomo, co za stworzenie na świat pod ludzką powłoką przychodzi. Raczej ty byś się zapierał, gdybym cię osłem dla przykładu nazwał, a wszakże, gdybym jeno chciał, mógłbym w tobie nic prócz osła nie widzieć.

— A czemu nie widzisz? — spytał ciekawie Kiepas.

— Bo nie chcę! — odparł uparcie Gryz.

— Na przekór mnie czy na przekór sobie? — dopytywał się Kiepas.

— I tobie, i sobie na przekór! — odpowiedział Gryz.

— A ja co widzę, to widzę! — zawołał Kiepas i dłonią w pierś się uderzył.

— Co widzisz? — spytał Gryz, w tę dłoń ukosem wpatrzony.