Do śpiewaka

Co w twych oczach, śpiewaku, ten zachwyt oznacza,

Że tak badasz uważnie przez łez pozłocinę1

Żabę, co zieleniejąc, w skoku się rozkracza,

Jakby nogom roiła niechwytną drabinę?

Czemu tak się przyglądasz z miłości uśmiechem

Schwytanego świetlika2 szmaragdowej treści

I musze, co kołując z starannym pośpiechem,

Zbacza nagle donikąd i mknie na bezwieści3?

Wiem, ty — głowo w koronie z chwastów niejadalnych,