Idzie zewsząd i znikąd, a taki ma narów3,

Że im bardziej snem przymrze i w rów się zagrzebie,

Tym widniej mu w niebycie — tym łatwiej znieść siebie.

O, niełatwo nam było powiązać los z losem!

Smutek boczył się na nas; żal patrzył ukosem...

Odeszłaś — w ślad za tobą dzień złoty przeminął, —

Ale z ziemi uchodząc, po niebie wciąż płynął...

Dogorywa dnia reszta w obłokach zbłąkana,

Dołem mrok, lecz nadwyżką dnia — płonie stóg siana.

Więc raz jeszcze — choć ciebie nie ma w pól rozłogu4