Zmierzchami tłumiąc purpurowy żal,

Bóg, niby z nieba strącona kaskada,

W pierś mą uderza i rozdzwania w dal...

I drgają w piersi rozdzwonione losy,

Bije do głowy rozśpiewana krew,

I pieśnią całe ogarniam niebiosy,

I ziemię całą widzę poprzez śpiew!

IV

Jak niewiele ma znaków

Jak niewiele ma znaków to ubogie ciało,