I zdziwiło nas bardzo, że tak biednie przychodzi.
Ubożeliśmy chętnie — my i nasze zdziwienie...
A on — patrzał i patrzał... Cudaczniało istnienie...
Zrozumieliśmy wszystko! — I że właśnie tak trzeba!
I że można — bez szczęścia... I że można — bez nieba...
Tylko drobnieć i maleć od nadmiaru kochania.
A to była — odpowiedź, i nie było — pytania.
I już odtąd na zawsze przemilczeliśmy siebie,
A świat znów się stał — światem... I czas płynął po niebie.
I chwyciłaś źdźbło czasu, by potrzymać je — w dłoni,