Gwiazdy

Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy1

Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,

To w próżnię swe radosne unosząc pożary,

To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.

Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,

A światy roziskrzone — zaledwo2 na mgnienie

Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,

Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

Odsłaniają swe jary3, wzgórza i parowy4,