Pośpiesznie zbiegł ze wschodów marmurowych i przystanął u ich podnóża.
Wypadało właśnie zzuć buty i ustawić je popod wschodami — lewy po prawej, a prawy po lewej stronie. Tak mu sam Piórkowski doradzał. A wiedział Tajemnik, że diabeł kusić — kusi, lecz kłamać — nigdy nie kłamie. Jeśli doradzał tak a tak, to znaczy, że tak a tak być powinno.
Spojrzał Tajemnik na buty czerwone i zadumał się śmiertelnie.
Zzuć czy nie zzuć?
Podumał, podumał — i zzuć postanowił. Gdy w nim to postanowienie zapadło, uczuł w sercu żal i smutek luty14.
Przysiadł na wschodach i dłoń już wyciągnął, aby zzuć, ale ledwo dłonią butów dotknął, po raz pierwszy w życiu strachu doznał.
Doznał strachu na myśl, że się z tymi butami rozstanie.
„Takiż to jest ów strach, któregom dotąd nigdy nie pokosztował? — pomyślał, zasępiając czoła. — Chodzi on mi po kościach jak ciągota bolesna, rozłąką z butami zasmucona. Chodzi po kościach i pomawia mnie o niewdzięczność względem tych czerwonych dobrodziejów, i pstrzy się w oczach, niby łzy nieproszone... Raczej but bez nogi, niźli noga bez buta, ma na świecie i zastosowanie jakieś, i umiejscowienie, i samowitość... Niech mię Bóg broni od tego, abym miał z własnej i nieprzymuszonej woli nogi moje brakiem onych trafnie dopasowanych przytułków upośledzić i marnotrawić! Otóż nie zmarnotrawię i nie upośledzę!”
Tak rzekł i postanowił nóg swoich na dokuczliwą rozłąkę z butami nie narażać.
I nie naraził.