Rozpoczął nieznacznie, niemal niepostrzeżenie, jakby upajając się swym przedwstępnym do zamierzonego tańca zdążaniem.
Za nim w ślad podybał17 but prawy, wlekąc zawartą w jego wnętrzu a bezwładną i bezradną nogę Tajemnika.
Zachowanie się butów na podściółce siennej nie uszło zagrobowej uwagi czatującego upiora.
Pochylił się ku nim pilnie całym widmem swej nieważkiej a barczystej postaci, zabłysnął białkami swych spod ciemnej gwiazdy ślepi i wyciągnął chciwie zaczajone dłonie, które się czujnie najeżyły ruchliwymi palcami.
Zdołał Tajemnik z trudem głowy nieco wzwyż unieść, aby się własnej klęsce przyjrzeć.
Przyglądali się oba z jednakim natężeniem.
A buty coraz wyraźniej szły w tan, nie zważając na to, czy ów tan jest zgodny z obumarłą wolą i z opłakanym stanem nóg, które w nich tkwiły jako dwa szczury wędrowne w nie byle jakiej pułapce.
Szły w tan i już kilka razy w swych słomianych powijakach popisały się próbnym a zręcznym podrygiem.
Coraz im przybywało ożywienia i ochoty beztroskiej, aż wreszcie, ześlizgnąwszy się całkowicie z posłania na ziemię, otrząsnęły ze siebie słomę natrętną, rozbłysły w ciemnościach swą purpurą wiekuistą i w sam nos pochylonego upiora skrzesały ognia podkówkami.
W okamgnieniu upiór ułapił je oburącz i pociągając wraz z nimi obutego a bezwładnego Tajemnika, wybiegł z lepianki na świat, nocą objęty.