— Trzciny uchyliły się od mojej twarzy, aby jej nie zadrasnąć.
— Więc może chłód nocny przejął cię dreszczem, który jest oznaką przeziębienia?
— Chłód nocny omijał mnie i oszczędzał — odparła księżniczka — a noc była piękna, jak bajka. Słowiki śpiewały mi swe pieśni. Gwiazdy zbliżyły się do mnie i błyskały tuż nad moją głową, a kwiaty odrywały się od swych łodyg, biegły ku mnie, wpełzały mi na piersi, na szyję i na skronie i same układały się w girlandy i wieńce.
— Śniło ci się to chyba. — zauważył sułtan. — Nie traćmy jednak czasu i wracajmy do pałacu, zanim miasto się zbudzi.
Sułtan z Badrulbudurą wrócił do pałacu. Nikt ich nie widział, gdyż ranek był tak wczesny, że ludność jeszcze spała.
Karmin dzień cały przepłakał, że mu się nie udało poślubić pięknej księżniczki.
*
Czas nie stoi i nie zwleka. Czas upływa i ucieka.
Minął trzeci umówiony miesiąc i nadszedł poniedziałek, dzień Dywanu.
Rzekł tedy Aladyn do Marudy: