— Policzki ci spuchły! Trzeba wody zimnej przyłożyć!
Ali-Baba uśmiechał się, lecz nie odpowiadał, tylko dłonią poklepał swoje odęte policzki. Zniecierpliwiło to Zabeidę, że Ali-Baba nic nie mówi, tylko uśmiecha się i odyma policzki, więc rzekła:
— Czemu się tak uśmiechasz, jakbyś miał gębę pełną dukatów?
Ponieważ Ali-Baba naprawdę miał gębę pełną dukatów, więc nie mógł się powstrzymać od śmiechu, słysząc, jak żona niechcący odgadła powód jego milczenia. Nozdrza mu zadrgały, wargi zaczęły się rozchylać i rozszerzać, i parsknął nagle tak głośnym śmiechem, że wszystkie dukaty wyskoczyły mu z gęby na ziemię i z brzękiem potoczyły się po izbie.
Zdziwiła się Zobeida na widok dukatów i natychmiast zajrzała do worków. Blask złota oślepił ją i oszołomił.
— Skąd wziąłeś tyle dukatów? — spytała uśmiechniętego Ali-Babę.
Ali-Baba opowiedział jej wszystko, co mu się w lesie przytrafiło, a potem dodał:
— Zachowaj to wszystko w tajemnicy i przed nikim słówkiem się jednym nie przegadaj9! Gdyby się ludzie dowiedzieli o obecności w naszej ubogiej chałupie tylu dukatów, posądziliby mnie o kradzież i wtrącili do więzienia.
Na to rzekła Zobeida:
— Muszę policzyć nasze dukaty.