Odtąd skazany byłem na życie samotne w pustej komnacie. Oczy moje błąkały się się wciąż po ścianach, pokrytych wizerunkami ryb kolorowych. W tych czterech dziwacznych ścianach wspominałem dawną swoją władzę królewską i dawne państwo, pełne bogactw i przepychu.
Chryzeida co dzień z rana zjawia się na brzegu czarno-złotego jeziora i rybom, które pląsają w jego falach, zadaje co dzień jednakie pytanie:
Już słońce wraca z dalekich krajów,
W niebie poranna dzwoni godzina —
Mówcie mi, ryby czterech kolorów,
Czy chcecie uczcić mego Murzyna?
Ryby wysuwają z fal swe pyszczki i chórem odpowiadają:
Wolimy pląsać w falach jeziora,
Niżeli uczcić twego potwora.
Chryzeida, rozgniewana tą niezmienną odpowiedzią, udaje się do pałacu. Serce we mnie zamiera, gdy słyszę jej kroki w pobliżu.