Alof, zadowolony z pochwały kapitana, uśmiechnął się i powiedział:
— Nie jestem zarozumiały, ale każdy mi przyzna, żem postąpił16 mądrze. Łataczowi butów przewiązałem oczy chustą i kazałem mu całą drogę po omacku i na oślep odnaleźć, dom zaś naszego wroga naznaczyłem kredą, tak że nie możemy teraz pomylić się ani też nie mamy potrzeby długo szukać tego domu.
Byli już właśnie w tej dzielnicy, gdzie stał pałac Ali-Baby. Alof podszedł do jednego z domów, zobaczył znak kredowy na progu i szepnął do kapitana:
— Spójrz, kapitanie — oto jest znak kredowy. Tu w tym domu mieszka nasz wróg!
Kapitan spojrzał na znak kredowy i z wdzięcznością uścisnął dłoń Alofa.
— Wróćmy teraz do naszych towarzyszy — rzekł kapitan — i razem z nimi napadniemy na ten dom.
Poszli więc z powrotem, lecz, przechodząc koło następnego domu, kapitan zatrzymał się nagle i zawołał:
— Cóż to znaczy, Alofie? Na progu tego domu widzę taki sam znak kredowy!
Alof spojrzał na znak kredowy i sam zbladł, jak kreda.
— Nie rozumiem, skąd się wziął ten drugi znak — szepnął, spuszczając oczy. — Przysięgam ci, kapitanie, żem naznaczył17 jeden tylko dom!