Baczna na lada szepty i lada skinienia,

I jej oczu śmiertelna w nieskończoność zmrużka7

Jest tym tylko, czym dla nas chwila zamyślenia.

Kocham to ciało chore, co tai w zadumie

Czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca

I wie jeszcze coś więcej, niźli wiedzieć umie

Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca.

Kocham dłoń, do wężowej nawykłą pieszczoty,

Paznokcie, zabarwione wypłowiałym różem,

Piersi, nigdy niesyte swej własnej zniszczoty8,