Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.
Wchodzę ciszkiem307, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,
Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.
I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.
Ileż w dłoniach twych pieczy308, miłości i cudu!
Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.