Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy,

Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała352,

Obsługując starannie brzemię swego ciała,

Kręci korbę, jak gdyby na lirze353 w czas słoty

Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty —

I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków

Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków,

Toczy się bałamutnie354 do dziewki z podwórza,

Do przystani stóp bosych — i ducha wynurza

Z łachmanów, i wyciąga paździory355 swych dłoni