Obok jabłoni — przypadkowa sosna

Swe igły w bladym zanurza błękicie.

O, jakże prędko przeminęła wiosna,

Pozostawiając przelęknione życie!

Coraz to mocniej otulasz się w chustę,

W której pierś twoja, jak w gnieździe, się chowa,

Trzeba nam było rzec dawniej te słowa,

Co dzisiaj zabrzmią — spóźnione i puste!

Trzeba nam było spleść dłonie uparte

I z zamkniętymi iść w słońce oczyma!