A mnie wkrótce do lalek poniosą szpitala!

Wyrwę w biodrach zasklepią, brew wznowią nad okiem,

Wargom uśmiech narzucą taki, że aż zbrzydnie,

I na pokaz wystawią, abym się bezwstydnie

Do przechodniów łatanym mizdrzyła urokiem.

Stracę wartość. Nastąpią cen spadki i zniżki.

I wówczas, gdy już mroki poczuję w pobliżu,

Wyciągnę dłonie ścisłe i wklęsłe, jak łyżki,

Do Boga, co nie za mnie umierał na krzyżu!

On, wiedząc, jak mi trudno, choć sen się snem łata,