I w zawrotny przepych słońca wejść bezrozumnie?

Już odtąd — z odwróconym do błękitu łbem,

Z wiarą w nową zaobłoczność, w odkrycia niebne

Pobrniecie niedołężnie — między snem a snem —

Od przydrożnych wierzb przyjmując — guzy chwalebne!...

Guzy, które złagodzą pychę waszych wad

I okupią uporczywość ślepego grzechu...

A my — śmiać się z nich będziem — śmiać się w cały świat!

Jakże tęskno mi już dzisiaj — do tego śmiechu!