Słońce wsącza plamiście

Bystrych świateł rozbryzganą rzadź64.

Konie maści obłocznej

Mkną wzdłuż mrzonek alei ubocznej.

Zaświat stoi — otworem,

Byle minąć zgróz kilka i debrz65.

Bóg je minął... Lecz dokąd

Płynie chmury żaglisty wielokąt?

Czar się zaśmiał za borem,

A ty — drogo — i złoć się i srebrz!