Jęzor z nich się w świat wywarł i na bok zwichnięty

Śmierć liże, niby cukier, dany dla przynęty...

Dzień przystanął opodal... Czas luzem się tuła...

Jar pobliski brzmi osą, jak pusta szkatuła.

Cisza stoi nad polem — żywa i gorąca,

Lecz nad tą ciszą, z istnień utkaną tysiąca,

Góruje tajemnicą drętwego mozołu

Cisza — wezbrana w ciele zemdlonego wołu.

Przed świtem

Trwa jeszcze ciemne rano, —