Nawet w snach upojenia tkwią zadry i sęki:

Trzeba się docałować do nacichłej męki.

Trzeba dreszczom dać dostęp do zbolałych kości, —

Więc kochali się wrogo — na przekór miłości.

Poistnieli dla siebie z łaski tego cienia,

Co ich w rowie od reszty wygrodził istnienia.

Milczkiem rozkosz spożyli — z dala od wesela,

Tyle tylko, że była naokół Niedziela!

Magda

Czub chałupy aż dymi zachodu purpurą!