I zaciszem mogił — i oddechem sadu!
Prędzej pochwyć treść nocy i ucałuj, i spal ją,
Żeby po niej nie zostało ani śladu!
Wszystkim widmom chce się zginąć takim nagłym wielozgonem,
Żeby brak ich we śnie — był dla jawy ulgą.
A mój upiór śpi w jarze — na wybrzeżu zielonem143,
Gdy go znajdziesz, pusty cieniu, — zbudź i tul go!
Tam — wysoko i najwyżej — między niebem a nadrzewiem
Włóczy się srebrnawo — cisza i znikomość.
Tak o tobie nic nie wiem, tak cudownie nic nie wiem,