Nie! Nie mogę zapomnieć, żeśmy byli młodzi!

Widzę siebie — tamtego, co w łzach się nie zmieścił —

I w nicość wywędrował wołany daremnie!

Wszakże pieszczę cię dotąd tak, jak tamten pieścił...

A ty wstecz się doń garniesz, choć widmem jest we mnie,

Ale jego widmowość nie całkiem jest pusta, —

On się jeszcze odradza na zgliszczach i w dymie!

I gdy mnie — dzisiejszego — całujesz, śniąc, w usta, —

Tamten we mgle się budzi — i szepce twe imię!

Nocą