Gdzie zmarły, zamiast dachu, ma nicość nad głową,

W pewną noc Wiekuistą, a dla nas — Lipcową

Coś zabrzękło... Śmierć słyszy i przynagla kroku...

A to — pszczoły, zmyliwszy istnienia ścieżynę,

Zboczyły do tych pustek, jak do złego ula!

Rój się iskrzy tak obco, tak brzęcząco hula,

Że strach w mroku tę jurną ujrzeć pozłocinę18!...

A zmarli w zachwyceniu, źrenicę rozwiewną

Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem,

Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem: