Śledzi drogi dalekiej zbłąkaną krzywiznę,

Gdzie wzrok ginie, jak w nurtach rozwiewnej mogiły,

I w zwierciadle przegląda swoje wargi żyzne,

Czy mnie bardziej, niż ona, ku sobie zwabiły?

I przesłania je dłonią i patrzy ciekawie,

Czym jest bez nich? Czy sobą? I nie wie, czy sobą?

Bo dla oczu, zwierciadła zbłyskanych żałobą,

Ubożeje ust brakiem, że nie ma jej prawie...

A gdy przyjdę, — zwierciadło żegna znakiem krzyża,

I wprzód wargi podaje w skupionej zadumie,