Światła na trawie mrą pokotem, —

Śmierć świateł wzrusza leśne knieje.

Północ przedawnia się pod płotem,

A płot — przyszłością gwiazd srebrnieje.

Gdzie jest bezdroże? A gdzie — droga?

Gdzie — dech po śmierci? Ból — po zgonie?

Więc nie ma tchu i nie ma Boga?

I nie ma nic — a księżyc płonie?

Księżyc to — wioska ogromniasta,

Gdzie ciszę ciuła brat mój — Srebroń,