We mgle Inteligenta już zwęszył po minie —

I nie w kość — i nie w duszę, lgnącą do bezdroża,

Lecz uderza w tę minę, co szła na lep noża!

W zgrozach izby piwnicznej, śniąc kątem w noc słotną,

Robot tuli w objęciu dziewkę bezrobotną

I dłonią, jak spiżowym dąsów poskramiakiem,

Zmusza pierś do układów z miłości straszakiem.

A w kawiarni Kolektyw ze złotym zegarkiem,

We fraku, posmutniałym od niezgody z karkiem,

Z burżujką, co się pudrem w pusty zaświat śnieży,