Porównanie się stało tylko — porównaniem.

Skąpiąc niebu pośmiertnej w głębi jezior maski,

Chce życie w rodzajowe pokurczyć obrazki.

Wyzbyty kłopotliwej skrzydeł tajemnicy,

Święci swe Wyzwolenie z Wyżyn — na ulicy, —

A ulica zaledwo, że to on, — dostrzega

I, biegnąc w mgłę następną, nigdzie nie dobiega!

I te sklepy, co w świateł mizdrzą się potopie!

I te drzewa, co wiedzą, że tkwią w Europie!

I księżyc, co na dachach dolśnił się do czczości!