Tak czy owak, każdy swej strony trzymał się starannie, gdyż w razie nieoględnego miejsc pogmatwania wikłali się w zgubionym karygodnie kroku i jeden drugiemu stawał się nagle ciężarem nie do zniesienia i przeszkodą nie do usunięcia.
Zgryźliwy i nieustępliwy kulawiec narzekał wówczas na wściubską3 lewicę przyjaciela i bezprawną obecność jej u boku wyczuwał, niby natłok zbyteczny i ciasnotę dokuczliwą.
Jednoręki zaś, łagodniejszego będąc przyrodzenia4, kolanem jeno z lekka napominał i odstraszał szturchającą go na kształt ślepego wahadła nogę kulawca, której z kolei przypisywał namolną zbędność piątego koła u wozu. Przy czym ów wóz mimo woli za swoją i nietykalną własność uważał, a piąte koło za niedorzeczny i złośliwy pomysł zuchwałego przyjaciela.
Rzadko wszakże zamieszka taka się zdarzała.
W ostatnich szczególniej czasach przyjaciele wzajem na siebie uskarżać się nie mogli.
Wyruszając w drogę, obrzędowo niemal zajmowali swe lewe i prawe stanowisko, z tym jednak pomniejszym zastrzeżeniem, że jednoręki, mając na usługi dwie całkowite nogi, zajmował je pierwszy i od razu, kulawiec zaś czynił to z niepoprawnym, aczkolwiek nieznacznym opóźnieniem, zrywając się z miejsca jak do łamanego lotu i z podejrzliwą bacznością obskakując wyczekującego cierpliwie towarzysza.
Po czym szli zgodnie i umownie.
Jednoręki swe kroki powolne do szybkich podrygów kulawca dostosowywał tak umiejętnie, jak gdyby z uroczystymi przestankami5 wtórzył na basetli6 piskliwej krzątaninie smyka na strunach w nic prócz własnego pisku niezasłuchanej skrzypki.
Jeśli jednoręki trafem kulawca z oczu stracił, szukał go zawsze na prawo.
Kulawiec w tym samym wypadku na lewo zerkał nieomylnie.