Dziwożona wzruszyła ramionami.
— Jesteście inni, zupełnie inni! Nie tacy, jakich mi się w worze po ciemku zachciewało! — skarżyła się, odymając wargi i srożąc oczy. — I w dodatku temu brak ręki, a owemu nogi!
— A po co ci moja noga? I bez niej się obejdzie! — zgromił ją kulawiec.
Jednoręki nic nie powiedział, jeno ukosem spojrzał na spuchniętą od żądeł lewicę.
— A tamten trzeci po co ma sęk nad okiem? — spytała z wyrzutem w głosie dziwożona.
— To ten sam, ten sam! — przypomniał jej Podlasiak, powołując się na wiadomy z sękiem wypadek.
Dziwożona spojrzała na niego ze złością.
— Po co sęk nad okiem, po co? — krzyknęła ze ślepym uporem i gniewnie uderzyła pięścią o trawę.
Podlasiak struchlał i zbladł, jak przyłapany na gorącym uczynku winowajca.
— Wybór masz wolny... — szepnął głosem drżącym i spuściwszy głowę, znieruchomiał od wstydu.