— A jużci, że wiadomo... — przerwał mu jednoręki.
— Ciekawym tylko, co wiadomo — spytał kulawiec i splunął w stronę jednorękiego.
— Dwaj pozostali powinni się usunąć... — ciągnął dalej Podlasiak.
Dziwożona milczała ze wzrokiem utkwionym w ziemię i mięła w dłoni kędzior ujęty brodzie Podlasiaka.
— Im prędzej się usuną, tym lepiej! — zawołał kulawiec i dał nagłą sójkę w bok jednorękiemu.
— Przysiągłeś, że bez bójki się usuniesz! — krzyknął jednoręki, grożąc spuchniętą lewicą. — Kulawych nam nie trzeba!
— Nam? Jakim „nam”? — wycedził przez zęby kulawiec.
— Wiem, co mówię! — odparł jednoręki i spojrzał na dziwożonę.
Dziwożona milczała uparcie.
— Musimy wprzód wyznać sobie nawzajem, co każdemu z nas dziewulinka na osobności szepnęła — zawołał Podlasiak, czując, iż zaszło jakieś nieporozumienie.