O, Boże, mój Boże, — sen bardzo wieczysty!...

Takie było Matyskowe granie,

Zanim pieśni nastało konanie.

Dzień skrzydlaty

Rozwidniły się w słońcu dwie otchłanie — dwa światy, —

Myśmy byli — w obydwu... A dzień nastał skrzydlaty.

Nikt nie umarł w dniu owym, — nie zataił się w cieniu...

I pamiętam, żem myślał o najdalszym strumieniu.

Nie mówiłaś nic do mnie, lecz odgadłem twe słowa.

A on — zjawił się nagle... Zaszumiała dąbrowa.