Sięgający piersiami skoszonego siana?

Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,

A od kurzu miał ciemne jak murzyn kolana...

Włos jego — hartowana w niekochaniu miedź!

Oczy płoną miłosnym nieskalane szałem!

Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,

Kiedy, lecąc, sam siebie przemilczał swym ciałem...

Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,

Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...

I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,