Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,

I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią,

Ciał górnych3, wniebowziętych, co od ziemi stronią —

I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior4

Patrzeć, pieszcząc, w noc — w gwiazdy i w błyskania jezior

I za boga brać wszelkie lśniwo5 u błękitu,

I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu,

A słońce witać krzykiem i wrzaskiem, i wyciem,

Żyć na oślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem —

I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu,