Przedwieczerz

To nie wieczór, choć oczy zawczasu się żalą,

Że — co było pobliżem — wnet będzie oddalą.

I nie szepty, lecz cisze mijają się wzajem, —

W ich mijanki cień patrzy z parowu za gajem.

Ogród nawrzał zielenią już inną, już nie tą, —

Zamrugany na przemian słońcem i sztachetą.

O, teraz stwierdź co prędzej nietutejszość kwiatów,

Gdy trawniki coś mają z obczyzny zaświatów!

To — nie sen, lecz kurzawa gmatwa się z pogodą, —