Król pierwszy stoczył się w dolinę, zgoła nieuśmiechniętą twarzą zwrócony ku nam, zaś tyłem — ku celowi swej własnej wycieczki.

Za nim stoczyła się reszta rycerzy. Wówczas stało się to, czego się najbardziej obawiałem. Zaledwo konie dotknęły kopytami wonnego podścieliska doliny, gdy król i wszyscy rycerze pospadali z siodeł na ziemię. Wśród całej ludności kobiecej, nie wyłączając mojej osoby, uczynił się zgiełk i zamieszanie, natomiast ludność męska zachowała spokój całkowity, leżąc rozmaicie na dnie doliny i nie starając się nawet czy też nie mogąc powstać na nogi.

Ja i cała ludność kobieca zbiegliśmy co tchu ze wzgórza w dolinę. Politowania godny widok przedstawił się naszym zapłakanym źrenicom. Król i rycerze doznali tak bolesnego upadku, że nie było nawet mowy o tym, aby o własnych siłach wrócili do domu! Przerażenie ludności kobiecej było tym większe, że od stworzenia ziemi nikt w państwie króla Pawica nie spadł dotąd z konia! Po raz więc pierwszy doznano tu tego rodzaju katastrofy i po raz pierwszy stwierdzono możliwość takich upadków!

Ludność kobieca zajęła się przenoszeniem rannych i uszkodzonych do ognisk rodzinnych. Po czym w mieście przez trzy miesiące z górą trwała ponura i bezludna cisza. Cała bowiem ludność męska pod nieustanną pieczą kobiet leżała w łóżkach i czekała cierpliwie, aż rany się zagoją. Wreszcie, gdy już wszystkie rany zagoiły się i zabliźniły, zaczęto mi składać wizyty dziękczynne, gdyż tak kazały obyczaje i grzeczność. Pierwszy odwiedził mnie król Pawic i ze łzami w oczach dziękował za mój wynalazek. Cały był pokryty sińcami, bliznami i guzami.

— Dobry to i ciekawy wynalazek — rzekł, łkając po cichu — ale ma jedną wadę, a mianowicie tę, że jest niewygodny.

Mówiąc to, wręczył mi do rąk własnych siodło, które przyniósł pod pachą. Nazajutrz składała mi wizyty cała ludność męska, ściskając mnie w milczeniu za dłonie i zwracając siodła, którymi ją obdarzyłem. Wkrótce mieszkanie moje znów się po brzegi wypełniło siodłami. Przez czas długi nie wychodziłem z domu na ulicę, bo się wstydziłem pokazać na oczy tym, którzy tyle z mego powodu ucierpieli. Po długim wszakże namyśle napisałem do króla list, treści następującej:

Miłościwy Panie!

Boli mnie niezmiernie to, że stałem się mimowolną przyczyną tak wygórowanych klęsk i nieszczęść. Największym jednak dla mnie bólem byłaby strata łaski Waszej Królewskiej Mości. Pomimo bowiem, iż zgodnie z odwiecznym swego kraju obyczajem Wasza Królewska Mość raczyła mi złożyć wizytę dziękczynną, wszakże zwrot siodła każe mi się domyślać, iż Wasza Królewska Mość nie jest ze mnie tak zadowolona jak ja — z Waszej Królewskiej Mości. Domysły moje potwierdza i ta okoliczność, że w oczach Waszej Królewskiej Mości widziałem łzy dość gorzkie, a na czole — sińce, guzy i blizny. Toteż byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby Wasza Królewska Mość na dowód niezmiernej sympatii dla mojej osoby zezwoliła mi na poślubienie jednej ze swych poddanek, których uroda od dawna zastanawia moją uwagę, lecz których zbyt wielka liczba wzbrania mi jeszcze poszczególnego i stanowczego wyboru. Zezwolenie Waszej Królewskiej Mości na ów ożenek będzie dowodem, iż Wasza Królewska Mość nie chowa w swym sercu żadnej do mnie urazy za nieszczęśliwą katastrofę, zdarzoną na kwietnym podścielisku wiadomej doliny.

Cudzoziemiec Sindbad

Nazajutrz po wysłaniu powyższego listu otrzymałem pergamin, własnoręcznym pismem królewskim zapisany, który głosił, co następuje: