— Czemu milczysz? — spytałem.
— A ty — czemu milczysz? — spytał z kolei Hindbad.
— Milczę dlatego, że nie mam ci nic do powiedzenia! — odrzekłem.
— I ja milczę dlatego, że nie mam ci nic do powiedzenia! — odparł tak samo dumnie Hindbad.
— Czy myślisz, mój panie Hindbadzie, że jestem przewoźnikiem na twoich usługach i że całą drogę będę sam wiosłował?
— Możemy wiosłować na przemian, mój panie Sindbadzie — odpowiedział Hindbad i odebrał mi z rąk obydwa wiosła.
Wiosłował niedbale i od niechcenia. Mimo to, łódź sunęła szybko, jakby gnana siłą niewidzialną. Strachem mnie przejął ten dziwny bieg łodzi, lecz nie chciałem okazać strachu przed Hindbadem. Udałem, że nie zauważyłem nawet, iż łódź płynie szybciej, niż płynąć powinna, gdyż Hindbad prawie wcale wiosłami nie poruszał.
Patrzył mi w oczy i milczał i coraz bardziej znieruchamiał wiosła. Przestał wreszcie zupełnie wiosłować, lecz łódź mimo to płynęła z błyskawiczną szybkością, gnana niewątpliwie siłą niewidzialną.
W milczeniu dobiliśmy do brzegów wyspy króla Miraża.
Wyskoczyłem na brzeg. Hindbad wyskoczył w ślad za mną.