Król spojrzał na mnie. Spojrzała jednocześnie Piruza. Zdziwił się król. Zdziwiła się jednocześnie Piruza. Ujrzeli bowiem w komnacie dwóch ludzi tak podobnych do siebie, jak dwie krople wody.
— Co to znaczy? — zawołał król. — Skąd takie podobieństwo? W głowie mi się miesza! Zamiast jednego, widzę na własne oczy dwóch przyszłych moich zięciów, z których wszakże jeden tylko może być prawdziwy!
— A ja widzę dwóch moich przyszłych mężów! — szepnęła zrozpaczona i przerażona Piruza. — Któregoż z nich mam dzisiaj poślubić?
— Mnie! — rzekł Hindbad spokojnie.
— Milcz, podły kłamco! — zawołałem z oburzeniem. — Nie ty, lecz ja jestem narzeczonym Piruzy! Królu Miłościwy, strzeż się tego potwora i nie daj się opętać jego podobieństwem do mnie! Stworzył go umyślnie Degial, aby się zemścić na mnie za to, że go obraziłem na jego własnej wyspie. Jest to twór sztuczny i czarnoksięski, którego Piruza poślubiać nie powinna! Od chwili swych narodzin na krok mnie nie odstępuje, towarzyszy mi wszędzie. Przed samym pałacem zdrętwił mi nogi, abym nie mógł ciebie i Piruzy uprzedzić o tym, co się stało!
Król się zamyślił, potarł dłonią zamyślone czoło i rzekł wreszcie do mnie w zamyśleniu:
— Jak ci na imię?
— Sindbad — odrzekłem.
— A ty, jak się nazywasz? — ciągnął dalej król, zwracając się do Hindbada.
— Hindbad — odparł mój sobowtór.