— Pewnikiem spadnie — twierdził, ku mojej rozpaczy, trzeci.
— Już spada! — zawołał czwarty.
— Spada wprost na pokład! — pochwycił piąty.
— Spada, spada! — krzyknęła radośnie cała załoga.
I strzała spadła. Spadła wprost na pokład wraz z listem diabelskim, który tak mocno i tak starannie przytwierdziłem do brzechwy. Tysiące rąk wyciągnęło się ku strzale. Struchlałem. Czułem, że za chwilę zemdleję. Zrobiłem wysiłek, aby nie utracić zmysłów. Strzała przechodziła z rąk do rąk. Przyglądano się jej uważnie i ciekawie. Wreszcie pochwycił ją jeden ze starych i wytrawnych marynarzy. Rzucił jeno okiem na list diabelski i, widocznie zrodziło się w nim jakoweś podejrzenie, gdyż przymrużył oczy, skrzywił się, odczepił list od brzechwy i zaczął go najpierw pilnie oglądać, a potem z wolna odczytywać. Byłem zgubiony.
— Toś jeno dla poznaki strzałę swoją w tę szatę diabelską wystroił? — spytał mnie wreszcie z szyderczym uśmiechem, którego nigdy nie zapomnę.
Milczałem.
— Takiego starego jak ja wróbla nie weźmiesz na plewy! — mruczał znowu marynarz. — Znam ja charakter pisma diabelskiego z opowiadań mego dziada. Słuchajcie, panowie załoga, sam to Diabeł Morski własnoręcznie ten list, do brzechwy przytwierdzony, pisał i własnoręcznie go adresował na imię tego podróżnika, który jest takim znakomitym strzelcem, że sama strzała powraca do niego, jak pies wierny do swego pana!
Zgiełk i ruch uczynił się na pokładzie. Jedni szemrali — inni mruczeli złowrogo pod wąsem — inni jeszcze — wygrażali mi pięściami. Kapitan spojrzał na mnie surowo i rzekł głosem poważnym, a zgoła nieprzychylnym:
— Nie wiemy, jakie węzły pokrewieństwa czy też powinowactwa łączą ciebie z Diabłem Morskim, podejrzany cudzoziemcze. To jedno wiemy, iż obecność na okręcie listu Diabła Morskiego wróży nam klęskę. Musimy więc w ten lub w inny sposób pozbyć się i ciebie, i owego listu. List rozkazujemy ci natychmiast wrzucić do morza. Ciebie zaś wysadzimy na pierwszym lądzie, zanim to jednak nastąpi odmawiamy ci wszelkich pokarmów, ponieważ według naszych obyczajów nie wolno nam bezkarnie dzielić się swym pożywieniem z diabłami lub z ich najdalszymi nawet krewniakami.