Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem,

Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem:

— «To — pszczoły! Pamiętacie? To — pszczoły na pewno!»

Przytłumione snem bóle na nowo ich trawią!

Wdzięczni drobnym owadom za zbudzoną ranę,

Z wszystkich sił swej nicości patrzą w skry zbłąkane,

Co wzdłuż śmierci i w poprzek żywcem się złotawią...

Znali niegdyś te cudła2 złotego pomiotu,

A dzisiaj, zaniedbani w swych mgieł niedobrzysku,

Podziwiają skrzydlatą szaradę rozbłysku