I ja — w świecie, — i ptaki — i pogrzeby — i wszystko?
Znam ja złocistość, co śni się niebu w imię rezedy5...
Dla snów błędnych jest człowiek — lada Bożą ustronią6.
Gasł niegdyś wieczór — i łódź się moja rozbiła wtedy
O tę zgubną złocistość. Tak się stało, że o nią.
Zorza dokrwawia swój żal do nieba w czerwieniach pustych,
A obłoki gasnące chcą w bezludny świat uróść7.
Czymże jest dla mnie — albo dla jezior — albo dla brzóz tych
Głuchoniemej wieczności zaraźliwość i burość!
Czym tajemnicę w niepowtarzalnych dreszczach roztrwonił,