Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,

Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć...

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,

Tak się nie chce być czymś innym, niż się było!

Na poddaszu

Skroń wynurzam z poddasza. Niech gwiazdy mnie strzegą!

Ty — z dołu — przyjrzyj no się mej górnej żałobie!

Tkwię w trumnisku, utkanym z wyżyn i z niczego, —

A na imię mam — Oddal! Nic nie wiem o tobie...

W dole — świateł drobnota. Piętrowanym cieniem