[Upalny ranek. Gwary i turkoty...]

Upalny ranek. Gwary i turkoty

Kończą się nagle u sztachet ogrodu,

Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,

Dają tym piachom czar głębi od spodu.

Zapatrzonemu w dal przed się1 bez końca

Reszta dorożki z plecami woźnicy,

Znikając nagle na rogu ulicy,

Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca.

Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie,