Przypominam — wszystkiego przypomnieć nie zdołam:

Trawa... Za trawą — wszechświat... A ja — kogoś wołam.

Podoba mi się własne w powietrzu wołanie, —

I pachnie macierzanka — i słońce śpi — w sianie.

A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy?

Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy, —

Same liście i twarze!... Liściasto i ludno!

Śmiech mój — w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno!

Biegnę, głowę gmatwając w szumach, w podobłoczach!

Oddech nieba mam — w piersi! — Drzew wierzchołki — w oczach!