Dal się w oczach umyślnie kołysze.

Wieczór różnie niszczeje po krzakach,

Cień do rowu włazi na czworakach.

Za miedzami, za ustroniem14 młyna

Bóg się kończy — trawa się zaczyna.

Kurz, świetlejąc, dogasa nad drogą,

I jest wszystko, choć nie ma nikogo!

Tylko brzoza, kwitnąc w światów mnóstwo,

Całe swoje w snach odmilkłe brzóstwo

Z nagłym szeptem wcudnia do strumienia,