Ostatniej, co w obłoków utkwiła oazie,

Złociście nieobecnieć dano w mżach oddali.

Ziemia ku niej pasmami w ogrodach się pali.

Kot przebiega w kurz drogę, dłużąc się przyziemnie,

Łeb odwraca i tyłem w drzew cofa się ciemnie,

Płosząc kurę, co, w ciepłym zadrzemana puchu,

Zrywa się, dziobie ziemię i znów tkwi bez ruchu.

Cisza duma nad bliską dnia w mroku utratą.

Cień z wierzby na opłotek sfrunął muchowato,

Siadł na sęku i w trawę, spragnioną ochłody,