Nigdy dotąd nie tracił ziemi pod kopytem...

Stracił teraz i runął!... Runął — całym bytem!

Za duży — dla litości, dla snu — zbyt brzuchaty...

A że zemdlał na wiosnę — zwie się Wiosnowaty7.

Toć go znałem! Miał w pysku — woń mlecznej ciepłoty,

W której tchu źródłowieją ziół słodkie wypoty.

Lubił słuchać, jak woda, wargą ssana czujnie,

Na dno brzucha mu spada — dźwięcznie i niechlujnie...

Lubił wgniatać kurzliwie w piach, lśnistszy8 od złota,

Dreptające kopyta z przytwierdkami błota.