[W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych...]
W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych,
Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,
Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,
Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale.
Nie wiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary,
Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota?
Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota1,
Co się kryją — spłoszone — w parowy2 i jary3?
Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze4,